Wieczna jedność
Ile cierpienia będzie w stanie unieść
ludzka dusza? Ile łez wylanych zanim utopi się w morzu? Setkę? ,tysiąc?, milion?,
a może miliard? Bezgłośnie wołając o pomoc. Nie zobaczy nikogo, ponieważ jest
rozbitkiem wśród wody. Już nie zobaczysz, nie usłyszysz jej wesołych oczu, nuty
radości bo dawno temu musiała porzucić te diamenty, a w zamian został tylko
strach, tajemnica i niemoc. Jej siła powoli słabnie, kruszy się niczym porcelana.
Ona nie ma siły już walczyć, odebrano jej spokój. Mocno ściśnięto struny tak,
by nie mogła wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Ucichła jak wiatr, jak
burza. Teraz już tylko jest bladym cieniem niczym odcień śmierci snuje się po
świecie w poszukiwaniu swego miejsca. Trudno jest jej gdziekolwiek się
zatrzymać bo pozostawia po sobie krople krwi w kolorze burgundu niemożliwe do zatarcia.
Mijają tak kolejne dni, miesiące, lata… A ona? Czeka na peronie z biletem w jedną stronę. Nie
szuka poklasków, triumfów. Ona chce odejść… teraz… w tej chwili… na zawsze… .Dusza
jak śmierć. Śmierć jak dusza. Obydwie pragną
tego samego. Obydwie snują się po świecie niczym mgła. Obydwie chcą odejść. Sprawnie,
bezgłośnie i szybko. Szukają skutecznego antidotum, by położyć kres swoim
mękom. Prawda jest jedna. Tym najbardziej skutecznym antidotum jest… życie. W minutę
pozbawi je chęci do jakiejkolwiek egzystencji.
Nagle dusza nikłym głosem odzywa
się do śmierci:
- Wiesz, że od teraz będziemy już
na zawsze razem?
I tak dusza i śmierć stają się
jednością.
Odchodzą na autostradzie zwanej
życiem…
Komentarze
Prześlij komentarz