Powiedz Victoria. Nie ma rzeczy niemożliwych
Victoria to silna dziewczyna, która
wie czego chce. Od dziecka zmaga się z niepełnosprawnością ruchową. Nigdy nie
sprzeciwiała się losowi bo doskonale wiedziała, że nie ma wyjścia. Musi walczyć
o lepsze jutro, o siebie. Jej dzieciństwo upływało w szponach bólu i cierpienia,
jednak to zdecydowało o sile charakteru.
Jej życie znacznie różniło się od rówieśników. Po zajęciach w przedszkolu od razu jechała z
mamą na ćwiczenia spędzając tam osiem godzin i tak pięć dni w tygodniu. Opakowane
torbami z jedzeniem, garderobą i książkami walczyły o poprawę stanu zdrowia. Najczęściej odwiedzanymi miejscami był
szpitalny korytarz, przychodnia i sala gimnastyczna. Victoria ze względu na chorobę nosiła buty
ortopedyczne, specjalistyczne ortezy, które pomagały w codziennym
funkcjonowaniu. Kiedy była w wieku przedszkolnym korzystała ze spacerówki, a w
podstawówce wózka półaktywnego. Jako małe dziecko nigdy nie zadawała pytań
czemu nie chodzi w przeciwieństwie do innych dzieci. Wiedziała, że tak musi być. Od zawsze na jej
twarzy widniał uśmiech, rzadko kiedy płakała. Uwielbiała być między ludźmi,
buzia jej się nie zamykała. Nie sprawiało jej problemu przebywanie w towarzystwie osób dorosłych. Wręcz czasami
wolała je bardziej niż swoich rówieśników. Być może dlatego, że osoby dorosłe
kojarzyły jej się z ciszą i spokojem. Tryb ćwiczeń po osiem godzin trwał do
trzeciej klasy szkoły podstawowej. Wracając wieczorem do domu w samochodzie ucinała
drzemkę, a w domu czekały na nią lekcje, które starała się odrabiać. Często
usypiając nad książkami, jednak nie poddawała się, gdyż była ambitną
dziewczynką, która nie cierpiała mówić nie. To, jaka była, to zasługa jej mamy. Najcudowniejszej kobiety na
świecie. Kobiety, która wychowywanie niepełnosprawnego dziecka wzięła
na swoje barki. Victoria do pewnego momentu miała dobry kontakt ze swoim ojcem.
Wspólne wygłupy i zabawy, jednak to nie było wieczne. Ludzie z biegiem czasu zmieniają
się, a może po prostu czas wyłania z nich prawdziwą skórę? Tak czy inaczej to kim jest dziś, zawdzięcza
mamie. Nieodłączonymi elementami jej życia stały się igły, z którymi kontakt ma
od 4 roku życia oraz medycyna. Przede wszystkim
zaprzyjaźniła się z nimi bo miała świadomość, że niepełnosprawność zostanie z
nią do końca życia. I wcale jej to nie przeszkadzało bo wiedziała, że bunt nic
nie zmieni. Nie pozostało jej nic innego, jak tylko to zaakceptować…
Z tą akceptacją nie zawsze było
tak kolorowo. Kiedy nadszedł czas dojrzewania coraz częściej pojawiały się
pytania. Dlaczego akurat ona? Czy już zawsze będzie skazana na ciągłą walkę? Po
co żyje? Niestety jak pewnie wiadomo odpowiedzi
nie uzyskała. Z dnia na dzień ból i nienawiść do samej siebie rosły. Nie potrafiła spojrzeć na siebie w lustrze.
Brzydziła się sobą i bliznami, które posiadała. Z dziewczyny otwartej,
towarzyskiej stała się cichą i zamkniętą w sobie istotą. Zewsząd dobiegały ją tylko sygnały, jak bardzo
różni się od swoich koleżanek. Podczas, gdy one upajały się śmietanką młodego
życia, ona stała wciąż w miejscu. Przynajmniej tak jej się wtedy wydawało. Uważała,
że wszystkim jej niepowodzeniom w życiu winny jest wózek. Gdyby była zdrowa na pewno byłaby o wiele
szczęśliwsza, a jej życie dopiero wtedy nabrałoby normalnych barw. Za apogeum
szczęścia stawiała znalezienie miłości. Jedyną podstawową myślą było,, Nie mam
nikogo bo jestem niepełnosprawna``,, Nikt nie pokocha dziewczyny na wózku`` . Wydawało
jej się, że gdyby była pełnosprawna byłoby zupełnie inaczej. Victoria była w
takim dołku, że jedyną racjonalną rzeczą było pożegnanie się ze światem. Pojawiło się tysiąc myśli o tym, że to jak
najbardziej najlepsze wyjście z patowej sytuacji. Mimo wszystko nie zrobiła tego. Porozmawiała o
tym z psychologiem, z mamą i z biegiem czasu doszła do wniosku, że to było
idiotyczne z jej strony. To był trudny
okres w jej życiu, ale bardzo ważny. Wyszła z niego o wiele silniejsza niż
przedtem. Postanowiła zmienić front gry.
Zamiast się buntować i nie zgadzać na
swój los zwalcza go nieustannym optymizmem i pozytywną energią. Przede
wszystkim już wie, że to nie wózek jest wyznacznikiem tego jakim człowiekiem
jesteś. Pełni role krzesła tyle tylko, że z kołami. A więc nie zmienia faktu, że ktoś może ją
pokochać taką jaką jest. Kiedyś buntowała
się przed miłością, wolała mówić, że to kompletnie jej nie dotyczy bo dzięki temu odsunęła się od tej materii tak, by nie
bolało. Tkwiła w tej sieci trzy lata, aż pewnego dnia zrozumiała, że tak wcale
nie musi być. Wózek czy jakakolwiek niepełnosprawność nie jest gwarantem
znalezienia miłości. To wcale nie jest przeszkodą, ani różnicą. A czasami wręcz
może być atutem. Wszystko jednak zależy od podejścia i znalezienia sposobu na
sytuacje. Bo zamiast uciekać od sytuacji należy znajdować jej rozwiązanie. Wspólnie i skutecznie. A
kiedy się pojawi może się okazać, że jest całkiem ciekawie. Tym bardziej to dowód
na to, że miłość ma niewyobrażalną moc. Nie ma znaczenia to, czy ktoś jest niewidomym
czy porusza się na wózku. Do miłości każdy ma prawo nawet, jeśli ciut odbiega
się od normy. Podobno osoby z małą bądź większą
dysfunkcją czują znacznie głębiej i prawdziwie. Bo od zawsze cieszą się choćby z małych kroczków. Póki co Victoria zrobiła ogromny postęp i
bardzo się zmieniła na lepsze. Największym szczęściem w jej życiu są
przyjaciele, bez których nie wyobraża sobie swojej drogi. To oni
dają wiarę w to, że można, że wszystko jest możliwe, jeśli naprawdę tego
chcemy. Tak samo jak jej mama, która zawsze powtarza, że nie ma rzeczy
niemożliwych, a jeśli czegoś bardzo chcemy to jesteśmy w stanie to osiągnąć. Bo
nie ważne kto i co o tobie sądzi. Najważniejsze jest to, kim jesteś dla siebie
i ile dla siebie znaczysz. Czy lubisz i szanujesz samą siebie? Jeśli tak połowę
sukcesu już masz. Ci, którzy myślą, że
nic nie osiągniesz są w błędzie. Mimo wszystko nie wyprowadzaj ich z przekonania
teraz. Dopiero wtedy, gdy osiągniesz, to o czym zawsze marzyłaś. Ich wzrok
będzie czymś, czego nie sposób kupić, za żadne pieniądze. Zatem…. Victoria znaczy zwycięstwo!
Komentarze
Prześlij komentarz