Rzeczywistość. Oddział psychiatryczny, to tutaj?
Funkcjonujesz jak należy, tak jak
wymaga od ciebie codzienność. Wszystko się układa bo jakoś musi. Starasz się
nie narzekać bo nie potrafisz i nie chcesz, by przypięli ci plakietkę z napisem
Mięczak. Kiedy już tak walczysz z prozą dnia codziennego i za każdym razem dostajesz łomot to nie zdziwi cię już byle co.
Przynajmniej takie masz wrażenie… Jak zwykle okazuje się, że los kocha zakpić z
człowieka. Z każdej strony wymierzony
zostaje siarczysty policzek, jakby chcieli sprawdzić czy i tym razem wstaniesz.
Powoli nie chcesz udowadniać, że
wstaniesz zawsze. Po prostu ci się nie chce, zwyczajnie. Mógłbyś poleżeć
spokojnie i zobaczyć jak to jest pomarzyć o niebieskich migdałach, ale
dostajesz furii, kiedy wiesz, że marnujesz czas. Twoim zbawieniem i zakałą zarazem jest charakter.
Od dłuższego momentu wydaje ci się, że bierzesz udział w komedii, która bądź co
bądź komedii nie przypomina w niczym. Zdecydowanie bliżej jej do dramatu. Nie
chciałeś brać w niej udziału, ale nikt o to nie pytał. Pełnisz rolę statysty,
który tylko obserwuje to, co dzieje się wokół niego. Obserwacje przyprawiają o śmiech histeryczny i
totalne załamanie. W zasadzie masz wpływ
tylko na siebie ale jak trwać w rzeczywistości, która niczym ciasne pudełko zamyka
się coraz bardziej, a ty masz wrażenie, że zdobyłeś klaustrofobię w cenie po
znajomości? Dusisz się, a na dodatek przyplątała się jeszcze amnezja bo ludzie,
którzy byli, i których znałeś nagle stają się kompletnie obcy. Każdy niby jest,
ale jak co do czego przyjdzie to znika jak zjawa z bajki o ,,Niedźwiedziu w
niebieskim domu``. Nie masz z tym problemu, ale mimo wszystko coś jest nie tak.
Jakbyś zatrzymał się w innej epoce. Tej, jasnej, kolorowej i przyjemnej. Tej, w
której człowiek był dla człowieka przyjacielem, a nie wrogiem. Tej, w której
obowiązywały jeszcze zasady moralne, etyka i wartości. Zastanawiasz się więc, czy to ty zwariowałeś,
czy ludzie oszaleli do kwadratu? I jednak skłaniasz się ku drugiej opcji. Każdy
tylko czeka na to, aż drugiemu podwinie się noga, by później w kuluarach
nabijać się z jego upadku, a sekundę potem podać pomocną dłoń. Gdy już tak co
chwilę wymierzają ci prawy sierpowy to przechodzisz w stan pomroczności jasnej
i myślisz, że to całkiem normalne. Otóż nie. Jak się skutecznie okazuje nie ma też co
planować z wyprzedzeniem w kalendarzu bo z jakże super planów zostanie tylko namiętny
trzykropek. Jest po prostu nijak. Być może jesteś dla losu piekielnie smacznym
kąskiem. To komedia bądź tragikomedia, do której ktoś
napisał okropnie słaby scenariusz. Zdecydowanie zaspał albo spóźnił się na zajęcia z tworzenia scenariuszy. A ty
nie masz wyjścia i musisz się męczyć. Krótko mówiąc scenarzysta zrobił co
musiał, dostał spore honorarium i sobie poszedł. Koniec. Coś w stylu programu,, Jeden z
dziesięciu``, w którym odpadasz zanim zrozumiesz pytanie. Pyk i
światło zgasło.
Co zrobić, kiedy rzeczywistość zgniata
cię do poziomu robaczka, który nie wie, gdzie jest ani jak się nazywa? Zasadniczo nie masz zbyt dużego ruchu ale jest coś co zawsze możesz zrobić. Mianowicie
stać się zimnym i bezwzględnym, kiedy trzeba. Tak będzie bezpieczniej i lepiej.
W momencie, gdy nie pokażesz emocji zachowasz minimalną gwarancję, że nie
zaboli, gdy wymierzą rewolwer w twoją stronę. Skoro istnieje mała szansa, a
właściwie nie ma jej w ogóle, że zmienisz rzeczywistość albo co gorsza ludzi to
zacznij od siebie. Zasada jest prosta. Zacznij
traktować ludzi w dokładnie taki sam sposób jak oni traktują ciebie. Przestań
być miły i uprzejmy a uchronisz swoje serce przed kolejną kulą. Jeśli im to nie
pasuje to ich problem. Grunt to zadbać o
siebie bo okrutnego świata i tak nie uratujesz. Powoli stajemy się oddziałem zamkniętym bez możliwości leczenia, bo leki już dawno nie są refundowane w skutek czego umarły śmiercią naturalną. Szybko i bezboleśnie.
Komentarze
Prześlij komentarz