Wojna na całe życie


Idealna symetria w ich relacji nie istnieje. Połączenie realisty z domieszką marzyciela a liberalnej marzycielki to gwarantowana katastrofa.  Mimo wielu wyrazów podobnych między nimi istnieje dużo różnic nie do wymazania.  Zgodność charakterów  w połowie nie wystarczy, aby upiec dobre ciasto. Opierając się tylko na tych składnikach wiadomo, że wyjdzie znakomity zakalec czyli coś dalekiego od ideału. Nie będzie idealny bo nie wszystko do siebie pasuje. Niby przeciwieństwa się przyciągają ale, gdy znajdują się coraz bliżej siebie to pole magnetyczne wybucha i nie już ma co zbierać. Kolejny odcinek z cyklu kuchennych rewolucji nie wydaje się zakończyć podpisaniem pokoju.  Liberalizm kontra realizm ściera się na wiór i nie zostaje z nich absolutnie nic.  W zamian za to palący płomień wciąż wydaje iskry. Między nimi toczy się gra na czas, w której nie ma przegranych, a finał jest spektakularny. Nieustająca chemia wrze, a mimo to uciekają i wracają bo są sobie potrzebni.  Do wybuchu dochodzi za każdym razem, kiedy znajdują się w pobliżu siebie. Zawsze uzbrojeni w taką samą ilość nabojów, a magazynek zawsze opróżniany jest do końca.  Wybuch to gra wstępna, gorzej jest później  ale mimo to wojna między nimi nie przynosi ofiar ludzkich. Co innego guziki, obrazy czy talerze. Stan ofiar w tym wypadku jest nieograniczony. Ona ataki ma opanowane do pefekcji, on zaś technikę obrony.  Kiedy znajdują się w jednym pomieszczeniu, temperatura od razu idzie w górę, a inni nagle tracą język i zapominają jak się mówi.  Niezależnie od decyzji, są na siebie skazani. On o tym wie, jest z tego dumny i zadowolony, ale zdaje sobie sprawę, że musi zakupić mocarną zbroję, która zniesie wszystkie jej ataki. Ona łudzi, że kiedy będzie za każdym razem go bić, wyganiać to ten się podda i od niej ucieknie. Niestety ale sprawdzona technika okazała się być wadliwa.  Dlatego, że on  dostrzegł w  owym monstrum coś, czego nikt inny nie zobaczył. Potencjał, inteligencje, a wszystkie próby walki z nim spowodowane są tylko i wyłącznie strachem przed otworzeniem się na zewnątrz. Postanowił próbować do skutku, aż osiągnie swój cel. Pod żadnym pozorem nie pragnął jej zmieniać bo jak twierdził dzieła sztuki trafiają się raz i nie wolno ich modyfikować.   Nie zamierzał otwierać jej dla całego świata lecz tylko dla siebie.  Niektóre eksponaty jej duszy zarezerwować dla siebie.  Jej charakter stanowił dopełnienie jego duszy i jej osobowości. Kiedy trzeba twardo negocjuje warunki innym razem ale rzadko idzie na kompromis. Dotyczy to zarówno pracy jak i życia prywatnego.  Uwielbiał tonąć w odmętach duszy swojej muzy. Była jego paliwem, lekiem, narkotykiem. Mimo postępu ich relacja to wciąż nieustające pole minowe, na którym aż roi się od bomb.  Nie rezygnował, kiedy ona chciała mu uciec skutecznie ją doganiał, trzymał i nie puszczał. Wiedział, że wygrają mimo jej piekielnie trudnego charakteru, za którym szalał do granic możliwości. Choć nie wierzyła w lukrowe bajki to zauważyła, że jest całkiem fajnie i zaczynało jej się tu coraz bardziej podobać.  Skoro już udało mu się wejść do jej serca chciał pozostawić po sobie coś więcej niż tylko dobre wrażenie.  Zdawał sobie sprawę, że ustalona wcześniej granica między nimi jest nie do przekroczenia. Mimo to, spróbował i wybrał świadome stąpanie po krawędzi ale nie bał się. Tak jak przewidział pociski wycelowane w jego stronę były mocne i ogniste, ale wiedział na co się decyduje. Zatem podjął próbę numer jeden i ku jego zdumieniu była ona nie tyle pierwsza i ostatnia co pozytywna i skuteczna.  Wygrał zdecydowanie więcej niż kilka milionów. Swoim uporem, siłą, charakterem zdobył to, co dla innych było nie do osiągnięcia. Serce niedostępne dla innych stało się jego własnością, a on jego niewolnikiem.  Spłynęła w jego w duszę fala ambrozji, stał się milionerem znacznie cenniejszym niż wszyscy inni.  Znalazł swą przystań z polami minowymi, ale właśnie o tej marzył i za żadne skarby już jej nie wypuści.  Mimo wszystko czuł, że to jeszcze nie koniec ale był bliżej niż dalej.  Przygotowany na sparingi emocjonalne, wiedział, by na pewno nie odpuszczać. Zadomowił się, a jego muza stała się tlenem i spełnieniem potrzebnym do dalszej egzystencji.

I tak oto może i symetria nie będzie idealna ale osiągnęli pełnię szczęścia.  Zadowoleni ruszyli na statek zwanym życie in duo, a sztormy pozostawili bo je uwielbiają po prostu.  Liczba ofiar w postaci talerzy czy guzików nie zmniejsza się wcale, wręcz przeciwnie, teraz przebiega to znacznie szybciej. Wspólnie chodzą się na strzelnice, by poćwiczyć celność w punkty. Z jazdą szybkim autem bywa podobnie.  Bo choć realista to marzyciel, który stracił rozum i stał się niewolnikiem. A ona wieczną singielką pozostała w środku.  Nie zmieniła się bo nie musiała. Otrzymała przyzwolenie na swoje wariactwa, które czasem trzeba wyhamować i już nie tylko ona z nimi walczy.

Komentarze

Popularne posty