Walcz o swoje


W życiu przychodzi taki moment, że coś się kończy. To zupełnie naturalna kolej rzeczy choć może nie do końca przez nas akceptowana.  Wiemy, że nic nie trwa wiecznie, jednak uciekamy od tej prawdy tak długo, ile tylko możemy. Teoretycznie koniec powinien być szybki, definitywny. Powinien… Ale często jest tak, że jeśli  mamy możliwość walczymy do upadłego. Chcemy mieć pewność, że wykorzystaliśmy wszystkie koła ratunkowe jakie tylko mieliśmy w szafie.  O tym czy warto przekonamy się dopiero jak spróbujemy.  Z początku jesteśmy nastawieni bojowo, nie tak szybko damy się zbić z pola walki. Przede wszystkim optymizm. Wszystko działało by sprawnie gdyby nie czynnik ludzki, a raczej systemowy.  Z tym przeciwnikiem nie walczy się łatwo. Właściwie już na starcie słyszymy, że gra skończona- wcale nie na naszą korzyść.  Kiedy słyszymy coś takiego to zrozumiałe, że chęć do walki czy optymizm gdzieś przepadły. Mimo tego nie wolno nam pokazać, że się poddajemy, że zrobiło to na nas jakieś wrażenie. Musimy zachować zimną krew, jeśli chcemy walczyć dalej.  Dobrze jest mieć zachowane koło ratunkowe w szafie bo nigdy nie wiesz, kiedy będzie ci potrzebne.  W tym przypadku twoim kołem są życzliwi ludzie, dla których liczy się przede wszystkim pomoc, a nie system. Jak będzie tym razem? Czy uda się stanąć na podium, jeśli chodzi o pojedynek :potrzeby kontra limity? Tego nie wiem. Ale mam nadzieje, że coś lub ktoś spowoduje, że spór nie będzie przegrany, a przede wszystkim pozostawi resztę nadziei na możliwości.
                                Jest jednak coś czego kompletnie nie jesteś w stanie zwalczyć. Mianowicie chodzi o strach związany z drugim domem tak bliskim twojemu sercu.  Dom, o którym mowa tworzą ludzie, to właśnie oni nadają cudowną magię temu miejscu. Kiedy zaczną powoli odchodzić co, przecież jest rzeczą naturalną pojawia się strach, że dom bez ludzi zatonie niczym okręt bez kapitana.  Nie chodzi tu o wszystkich ale o perełki, które unoszą ten okręt ku górze, a on w takim wypadku nigdy nie zatonie.  Powoli na statku pojawiają się drobne rysy, jednak mam nadzieje, że utrzyma się on na wodzie. Nie wiem, co będzie, kiedy perełki zaczną blednąć w blasku sztucznego światła, ale wiem, że bez nich statek się rozpadnie, a co najważniejsze i najsmutniejsze- zniknie.  A szkoda bo to naprawdę porządna firma. Wiem, że nie nastąpi to tak szybko, więc muszę zrobić wszystko co w mej mocy, by wygrać ten pojedynek. I z powrotem mieć ten zaszczyt współpracować z perełkami, których blask powoduje, że się chce, że można. Bo one są jedyne w swoim rodzaju. Drogocenne i prawdziwe…

Komentarze

Popularne posty