Dzielna dziewczyna... To tylko pozory
Wtedy kiedy coś zaczyna ci się walić w życiu uczuciowym lub
nie posiadasz go w ogóle najczęściej padają pytania typu: jak tam sprawy
sercowe? A ona? Ma się znowu przyznać do porażki, że znowu nie wyszło i już tak
raczej pozostanie? Oczywiście zwala wszystko na to, że nie ma czasu o tym myśleć
ani najmniejszej chęci. Największe kłamstwo ever. Czas jest, chęć może i też
tylko kandydata brak. Normalnie ogłoszenie desperatki. Ale co innego pozostało?
Wydaje mi się, że często mamy taką tendencję, że rzadko kiedy chcemy przyznać się do
przegranej. I to zupełnie normalne. Jedyne co tu jest dziwne to, że my wciąż
naiwnie wierzymy w to, że i tym razem nam wyjdzie, że nie zaboli. Chcemy udawać
twardych, choć tak naprawdę jesteśmy strzępkiem tego co w środku. Każdy mówi
dzielna dziewczyna, a tak naprawdę nią nie jest, daleko jej do tego. Nikt nie
wie jaka jest naprawdę. Może poza paroma przyjaciółmi, którzy potrafią wszystko
wyczytać jak z książki. Przecież jak ona, mówi, że jej to nie obchodzi to tak
jest naprawdę. Guzik prawda. To że ona dobrze się kamufluje, to zupełnie inna
sprawa. Ją to obchodzi bardzo, czasem nawet za bardzo. Ale woli, żeby wszyscy sądzili, że ona ma to gdzieś bo tak
najłatwiej. Woli stwarzać pozory dzielnej dziewczyny, której
byle pierdoły i banały nie obchodzą. A właśnie, że obchodzą. Tylko wtedy, gdy zrezygnowana kolejną porażką,
poddaje się i stara się coś zamknąć, pojawia się najwięcej pytań. Niewygodnych
pytań, takich, których w obecnym momencie swego życia wolałaby nie słyszeć. Ale
nie ona da rade. Wytrzyma i z uśmiechem na twarzy dalej brnie w stwierdzenie,
ze związki są przereklamowane, ze to nie dla niej, że do szczęścia jej to nie
potrzebne. A robi to wszystko bo czuje się bezpiecznie nikt nie pyta o sprawy
związane z jej uczuciami, które są w aktualnej rozsypce, ale tego przecież nie
powie na głos. Przecież jest twarda i dzielna wręcz feministka, której byle
banały nie w głowie. Te wszystkie stwierdzenia są po to by, nie musiała
cierpieć by nie musiały postawać nowe rysy na jej sercu, które i tak już jest zmasakrowane,
że nie wiadomo czy da je się jeszcze załatać. Ona dalej utrzymuje się z wizytówką
dzielnej dziewczyny, która będzie posługiwała się tarczą p.t. związki są
przereklamowane i zdecydowanie nie potrzebne jej do szczęścia. Jak długo uda
jej się to pociągnąć? Nie wiem. Ale jedno wiem na pewno, że ciągłych pytań o
jej rozwalone życie uczuciowe po prostu dłużej nie wytrzyma.
Karina.
Jesteś świetna :) A ja jestem nowa :) a oto mój blog :) http://zamaskowanehistorie.blogspot.com/2016/11/tajemnicza-historia.html?m=1
OdpowiedzUsuń